Tego pięknego ranka pewna sympatyczna starsza pani
ciężko dysząc wspinała się pod górkę,
która wiedzie do naszego domu.
W torebce niosła skarb: pięć maleńkich, złotych kamyków.
Położyła je z namaszczeniem na kuchennym stole.
Usiadła i zaczęła opowiadać:
W imieniu moich wnuków,
Walerii, Racheli, Marka, Moniki i Roksany,
przynoszę te pięć kamyków.
To Waleria wpadła na pomysł, żeby pomalować je na złoty kolor.







